Mój przyjaciel szczur

szczurek podczas posiłku

O zwierzątku domowym marzy każde dziecko. Przeważnie, jako pierwszy do naszego domu trafia chomik albo rybka lub ewentualnie świnka morsa. Niektórzy mają więcej szczęścia i rodzice godzą się na psa lub kota. Jednakże możliwości jest wiele, a upodobania różne. W tym tekście opowiem o zwierzątku, które zazwyczaj wywołuje u ludzi negatywne emocje. Tym pupilem jest szczur.

W wieku lat 14 postanowiłem, iż chcę mieć szczura. Znając opinię mojej mamy, doszedłem do wniosku, iż najlepiej będzie, jeśli postawię ją przed faktem dokonanym. Tak też się stało. Poszedłem do sklepu zoologicznego i wybrałem czarnego gryzonia z białym krawatem oraz skarpetkami. Od razu nadałem mu imię Szpetot. Wchodząc do domu, trzymałem go w rękach ułożonych w koszyczek. Kiedy mama zorientowała się, że coś jest nie tak, zapytała, co to jest? Krótko odparłem „Szpetot, mamo”. W ten oto sposób czarny gryzoń zamieszkał razem ze mną w pokoju. Już po kilku dniach okazało się, iż jest to niezwykle inteligentny stwór. Natychmiast zaczął mnie rozpoznawać i kiedy przychodziłem do pokoju, od razu skakał. Szpetot mieszkał w dużym akwarium, tuż przy kaloryferze. By nie uciekał, mój kolega, zrobił mu specjalną drewnianą pokrywę, z otworami na dopływ powierza. W czasie poza akwarium Szczurek wędrował po pokoju każdego dnia. Zwiedzał wszystkie jego zakamarki. Był niezwykle towarzyski, w związku z czym, po jakimś czasie wyszło na jaw, iż lubi piwo. Kiedy wraz z kolegami, ukradkiem „piwkowaliśmy”, w różnych miejscach pokoju stawialiśmy kapsle wypełnione alkoholem. Szpetot, był mistrzem w ich odnajdywaniu. Dopuszczalna ilość spożycia mierzyła około 4 kapsle, potem były już szczurze „refleksje”.

Szpetot i ja zżywaliśmy się każdego dnia coraz mocniej i mocniej. Kiedy przyszło lato, postanowiłem, iż zabiorę przyjaciela do ogrodu. Na samym środku trawnika, w odległości około 4 metrów od huśtawki, zostawiałem szczurka i poszedłem się pohuśtać. Byłem bardzo ciekawy, co zrobi szczur. Maluch od razu podnosił się do pionowej pozycji i nawąchiwał. Po chwili, kiedy dotarł do niego mój zapach, czym prędzej wbiegał po mojej nodze i siadał na moim ramieniu. To było jego ulubione miejsce. Innym razem, zabrałem swojego gryzonia do miasta. Na plecach miałem plecak, który przy odcinku lędźwiowym kręgosłupa, tworzył dużą szparę. To było miejsce przeznaczone dla Szpetota. Przez kilka godzin chodziliśmy po mieście, a Szpetot zmieniał tylko strony z lewej na prawą. Był niesamowitym stworzeniem. Żyliśmy w pełnej symbiozie przez pond 3 lata. To dosyć długo jak na szczura. Żaden inny gryzoń nie zajął potem jego miejsca, a on żyje w moim sercu do dziś i wspominam go, jako prawdziwego przyjaciela.